pixel

cold night

2009.12.17




Ja się pochorowiwszy. Ale chyba już z tego wychodzę, grypie się jakoś nie dałem (atrybucja wewnętrzna), grypa mnie minęła (atrybucja zewnętrzna). Cieszę się, bo nie mam jeszcze czasu się pochorować. Chociaż miło było tak leżeć z tą gorączką i myśleć, że jak już przez przypadek podcięła by mi się aorta albo upadło by na mnie pianino, o które się opieram nieustannie, to znajdą się Dobrzy Ludzie, z Amsterdamską i Paryskim na czele, którzy przyjdą wtedy do szpitala i rzekną do pielęgniarek: "Proszę go nie myć, my to zrobimy" :) ot, takie majaki gorączkowe... :)

a tu święta idą. Ja z racji supermiksera, zacząłem robić soki przecierowe z marchwi i powideł śliwkowych z cynamonem... ech, cudnie. Pewnie może w końcu jakiegoś kolorytu od tego karotenu dostanę na twarzy :)

a Doktor Hałs z Łodzi dostał dyrygenturę i rezydenturę. to jest dopiero radość.
i o. taki dzień z minusową temperaturą gdzieniegdzie.
Permanent Link · 8 Comments
 
pixel
« 2009.12.15
pixel